środa, 16 stycznia 2013

382. / 16



"Dawno, dawno temu młode dziewczęta spotkały się z młodymi chłopcami, gdy na granatowym niebie lśnił księżyc w pełni, wszyscy śpiewali i tańczyli przy ognisku, było wino i tańce, grała muzyka i rozbrzmiewał głośny śmiech. Kiedy jedna para oczu napotkała drugą, dziewczyna zaczeła szybciej oddychac, a chłopiec podszedł bliżej. Nagle ona podniosła wzrok, on spojrzał w doł i...
Dawno temu była pierwsza miłośc.
Poznała ją Vikki. Edward. Isabella i Travis.
Pierwsza miłośc, pierwszy pocałunek, pierwsze wszystko.
Kiedy wszyscy byli jeszcze tacy młodzi.
A potem sie postarzeli.
Czas przeminął wraz z fazami księżyca, ucichła muzyka, dziewczyna zdjęła sukienkę z tafty, zgasło ognisko i przestali się śmiac. Aż kiedyś przed dziewczyną stanął inny mężczyzna i uśmiechnął się. Ona podniosła na niego wzrok, a on spojrzał na nią czule.
To nie była pierwsza miłośc.
Nie był to pierwszy pocałunek.
Ale mimo wszystko była to miłośc.
A pocałunek smakował słodko.
I serce nadal biło bardzo mocno.
Dziewczyna ruszyła przed siebie. Chciała życ i byc szczęśliwa. Pragnęła znów kochac. Nie chciała siedziec samotnie przy oknie i spoglądac na przepastne morze. Nie chciała pamiętac. Pragneła zapomniec tego pierwszego mężczyznę. I tylko zapamiętac to pierwsze uczucie.
Zapamiętac i obdarowywac nim innego mężczyznę. I znów sie śmiac, bo jej serce było zbyt pełne miłości i z byt radosne, by nie kochac juz nigdy więcej. Bo jej serce musiało czuc i chciało wzbic się w obłoki.
Bo życie było takie długie.
Dziewczyna przestała się smucic, uśmiechnęła się, założyła inną sukienkę i stanęła przed innym mężczyzną. Znów śpiewała żartowała, przecież nie umarła, nadal chodziła po świecie i nadal była tą samą osobą.
(...)
Aby uchronic samą siebie uważała, by nie zrobic kroku, który by ją zabolał, osłaniała krwawiącą połowę swego serca przed wzrokiem innych. Wraz z upływem czasu stała sie prawdziwym ekspertem w ukrywaniu przed światem swojej ułomności. Skulona pod ciężarem krzyża, powtarzała sobie, że każdy ma swój krzyż, który musi dźwigac.
(...)
Pamięc - ten diabeł, ten okrutny wróg spokoju.
Nie potrafiła zapomniec. A co gorsza, rany krwawiły coraz mocniej. Czuła się tak, jakby jego usta, dłonie, serce, wszelkie sprawy, które w Łazariewie wydawały sie tak normalne, nabierały szczególnego wymiaru. Zupełnie tak, jakby zaczynały życ nowym życiem.
(...)
Doprowadzę Cię do szaleństwa. krzyczała jej pamięc, gdy Tatiana siedziała zimna przy oknie i wdychała słony zapach wieczności. Na zewnątrz wszystko będzie wygladac normalnie. Będziesz chodzic i uśmiechac sie jak normalna kobieta, lecz w środku będziesz sie wic z bólu i płonąc na stosie. Nigdy Cie nie uwolnie. Już nigdy nie będziesz wolna. "
Tatiana i Aleksander, Paullina Simons.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz