czwartek, 30 maja 2013

616.

A więc 515 dni temu był Sylwester. Pamiętny, kiedy wszystko w moim życiu pekło, albo zaczynało i już nie skończyło. Zwątpiłam wtedy we wszystko. Mowiłam sobie głupia ja, naiwna ja. Obieciałam sobie, że będę już tylko silniejsza, i sie nie poddam, a jemu nie wybacze. Oczywiscie obietnice nie dotrzymane, bo silna nie byłam, ewentualnie z dnia na dzień coraz słabsza. Jego usprawiedliwiałam, wybaczyłam mu i to szybko. "przecież on taki nie jest, tylko za dużo wypił". Głupia ja, po raz kolejny, kiedy się dowiedziałam, na własnej skórze jaki jest. Przez całe to uczucie wymazywałam jego błedy, jego wady, żeby zostały tylko dobre rzeczy, próbując nie patrzec na te złe, które mnie powoli zabijały.
W październiku 2012, pomyślałam sobie, a zagram  dla niego niedostepna, Głupia ja. Wszystko pogorszyło, bo postawiłam między nami bariere.
Przez ten cały czas to wszystko zamieniało się w chorobę.
I nagle wziełam się, i napisałam mu to. I teraz jestem tu, mając go nawet pod ręką, ale jednak strasznie nieufna w stosunku do niego.
Aż nadszedł dzień, kiedy ktoś mi się zapytał: Dlaczego On? Dlaczego on, jeżeli on jest zły?
Hm, pomyśłałam zły to pojęcie względne, i można je rozstrzygnac na pare rzeczy. Broniłam Go, mimo że wiem, iż ten ktoś miał racje. Głupia ja.
Co ma w sobie złego? Wszystko czego nie powinien miec chłopak. Wszystkie najgorsze cechy, o których przecież wiem, ale wypominałam tylko dobre. Bo tak naprawdę, gdyby nie właśnie te cechy, to by było nic w nim ciekawego, nie kochałabym go. A jednak kocham Go za to, że mną pomiata i traktuje jak szmatę.
To chyba nie tak powinno byc...
Przeciez każda dziewczyna chce kochającego chłopaka, tylko nie ja.
Tylko ja potrafię byc taka głupia, by pokochac kogoś, za to, że mnie zrzucił na dno.



I teraz kiedy trzy osoby powiedziały mi to co ukrywałam. Kiedy nie widzę tego tylko ja, ale też ktos, kto go nie zna.
Kiedy powiedzieli mi, że ja już przegrałam, że nie mam szans.
Kiedy wiem, ze karmię sie złudną nadzieją.

Nie ma dla mnie miejsca tu.


616. i nadal pamiętam, jak 22 wrzesnia stanełam na boisku szkolnym, na długiej przerwie przed Tobą, pierwszy raz wtedy poczułam sie szczęśliwa przez Ciebie.

wtorek, 28 maja 2013

siedzę sobie w moim pokoju.
dzisiaj jest 28.05.2013.
i chyba wiem czego mam sie spodziewac za równy miesiąc.
przeraziłam sie, gdy zostało mi nagle mniej niż 100 dni, poźniej, gdy mi zostało 50 dni, jutro będzie mniej niż tydzien.
cholernie się boję.
tym razem znam dzień i godzinę,


dzisiaj, gdy siedziałąm na angielskim. na dworze lało. patrzyłam jak deszcz ściekał z szyb, zalewał nas od zewnatrz, jak duże krople odbijały się od parapetu. i te zielone drzewa na tle granatowego nieba. jakoś mnie to w środku wzruszyło, bo wiem, że teraz jest tu. i ja teraz żyje, teraz piszę tą notke, mając czas, żeby cos przezyc, ale za niedługo wszystko to sie skonczy, i będę bezradna, patrzyła na Ciebie w Kosciele, zastanawiajac się, czemu to sie tak skonczyło, a nie inaczej? a te wszystkie dni i również ten dzień, bedę tylko wspominała. i już nigdy nie będę tak młoda jak dzisiaj. może już schizuje, ale to chyba dla mnie normalne...

rok temu, o tej godzinie byłam w Krakowie, z ludzmi, których może niektórych już nigdy nie spotkam, chociażby Bartka, który leżał w moim łóżu, a teraz pracuje w Angli.

to wszystko jest paradoksalne.
gdyby ode mnie to wszystko zależało, to mi moje życie tu na Ziemi zwisa, nie mam jakis specjalnych marzen, planów, celów, bo są niemoźliwe, karmie się tylko nadzieją, i ewentualnie jest dobrze, źle, dobrze, źle, i takie błedne koło, które nie chce sie skonczyc, aż kiedyś, może niedługo moja podróż po tej Ziemi sie skonczy. nie wiem czy to dobrze, że już teraz sie z tym wszystkim poddaje, ale chyba za bardzo sie na tym zawiodłam  chyba nie chce wiedzec, co będę myslec 20 lat, co bede mowiła moim dzieciom, że byłam w gimnazjum i.. no własnie.. i co? przez ten cały czas byłam zakochana tylko w jeden osobie, może życie było nudne, ale był on.. no tak, niezbyt ambitnie, a co jak będzie to ojciec jakies kolezanki moje corki, jak to będzie wyglądało? jak będę żyła i co robiła. a co jak moje największe marzenie o posiadaniu dziecka będzie totalna klapą? nie będę umiała go wychowac, może będę bezpłodna, a może skoncze w zakonie, bo dostane powołanie? Dlaczego jest tylko jedno życie i jedna szansa?
Tyle zepsułam i tyle chciałabym cofnac i naprawic..

sobota, 11 maja 2013

o matko.
nie wiem co napisac, co myslec.
mam burdel w głowie.

Tyle sie wydarzyło, tak nagle. Cofając sie tydzien wstecz, WSZYSTKO dosłownie wszystko było inne. Sama nad tym nie nadążam...
W Środe miałam ciężki dzień. Rzuciłam sie bezradna na łożko, i znowu płakłam. Weszłam na komputer, a tam wiadomosc, od niezwykle ważnej dla mnie osoby. "przyjaciółki", która, bez zadnego konkretnego powodu odeszła, Gdy to przeczytałam, skałam z radosci, a teraz wszystko powraca tak.. normalnie.
To właśnie Ty mnie zmotywowałaś, to właśnie dla Ciebie jest to pierwsze miejsce i sie cieszę jak głupia, że mogłam je właśnie z Tobą świętowac..
W piątek coś we mnie pękło, rozczarowanie, złośc.. nie wiem, ale pękło.. czułam jak wszystko we mnie sie rozsypuje... i wiem, że już nigdy nie będę tą samą osobą, jaką byłam chociażby przedwczoraj.
Dzisiaj przełamałam magiczną bariere, a nawet bariery..

Pierwszy raz miałam taki bieg, że wszyscy ukoncyzli to co mieli, i przyszli by mi kibicowac. "Trzymam wciuki, liczę na Ciebie, dasz radę, musisz, obiecałaś" itd. I pobiegłam wśród licznych okrzyków, wrzasków, dopingów. I pierwszy raz poczułam coś takiego niesamowitego, jak wbieg na mete jako pierwsza. Nie pamiętam nic dokładnie wtedy, pare osób do mnie wybiegło, ale kto nie pamiętam, p. Sylwia napewno i p. Mikołaja, Ci to byli ze mnie dumni. Nigdy nie słyszałam, aż tylu miłych słow, aż tyle ważnych. "jest moc" "jestes niesamowita" itd. Fajnie było wreszcie sie do Ciebie Zuz przytulic i cieszyc się, jak dawniej..


Ale pomimo tych dobrych chwil, dostrzegłam coś co nie jest łatwo zauważyc.
że moje uczucie nie jest normalne
że moje uczucie jest chorobą.
to był przełom.

nagle sie otwarłam, i powiedziałam wszystko co czuje, co jest, a przyjaciel zaproponował mi umówienie sie do psychologa.  stwierdziłam, że nie, że tak źle byc nie może. dam radę sama.
dzisiaj nie wiem jak sie zachowywałeś na biegu, przed powiedziałeś, że trzymasz wciuki. "podobno" cały czas sie denerwowałeś i krzyczałeś, ale ja nie wierzę. a gdy okazałeś mi swój "uwodzicielski" gest, podniosłam brwi i zapytałam 'wszystko ok?' i mój umysł zacząl sie kłocic, sam se sobą, miałam walkę, jedna strona była zadowolona z tego co zrobiłam, a druga zła na mnie, ale zadowolona, że on to zrobił. myślałam, że zwariuje i stwierdziłam, że tak sie nie da.
597 dni temu, pierwszy raz zwróciłam Twoją uwagę na mnie.
458 dni temu, powiedziałam Ci po raz pierwszy zależy mi na Tobie.
318 dni temu, pierwszy raz byłam z Tobą sama.

dzisiaj znowu dałam osobie znac. czy to dobrze? nie wiem, czuję ulgę. i wiem, że po tym już będę mogła odejsc, ale narazie to Ty mi nie pozwoliłeś...



nie wierze w ten tydzień..





I nic nie zmieniać
Tak jak jest, jest dobrze








dziękuje Wam wszystkim.
i tym co dzisiaj przy mnie byli.
i tym co zawsze są przy mnie.
i dla tych co odeszli, a wrócili..

czwartek, 9 maja 2013

Piękny dzień. Piękne wszystko.
Nie chce zapeszac, ale narazie jest wspaniaale.

Wiem, że nie powinnam tak mówic, ale ciesze się, że jej dzisiaj nie było. Mogłam się troche odstresowac i spędzic dużooo czasu z tymi, z którymy zazwyczaj mam ograniczony kontakt.. co jest troche dziwne, jestesmy w jednej klasie.. mielismy taki dobry kontak, a nagle sie urwał. cieszę się wiec, że są dni, kiedy można je ponadrabiac, miśki.
Ta pogoda też dużo robi.
oraz potop w autobusie i komentowanie burzy, tak uwielbiam, tak kocham Was..


Najbardziej poprawiła mi humor jedna osoba, ale długa droga przed nami, której się boje, ale może da sie to naprawic..



Tak naprawdę to to cał szczęscie zagłusza mi On. Ale ja już sie wycofuje. Z czasem jest coraz gorzej, wole sie wycofywac teraz z czasem niz nagle, gdy odejdziesz.



Jest dobrze.... ale nie jest mi łatwo..







Z każdym dniem nieco inny..
Z każdą chwilą mniej naiwny.
Z każdą nocą od łez mokry,
Z każdym rankiem mniej samotny,
(...)
czuje Ciebie, przy śniadaniu,
czuję Ciebie przy pisaniu.

Mimo dni chwilami trudnych,
Mimo chwil czasami żmudnych..
(...)
Gorzko płaczę, bo bez Ciebie,
jakby słońca mniej na niebie.
(...)




Twoją rękę na mym czole,
Twoje słowa, gdy się boje,
Twoją walkę, gdy z sił padam,
Czuję umiar, gdy przesadzam.



wtorek, 7 maja 2013

siedzę i sobie mysle.
za tydzień wyjazd do Zakopanego, którego sie panicznie boje i nie wiem, że Ty nie jedziesz.

wczorajsze bierzmowanie w Ptaszkowie, obudziło we mnie wiele myśli. na jaki temat? na każdy. bardzo myslicielski dzien.

ale w sumie wczorajszy i wczorajszy dzień były bardzo miłe i wyjątkowe.


nie wiem, może to najbardziej zaskakują mnie nauczyciele, którzy są najlepsi, najkochanszy, zawsze i wszedzie. że są tacy ludzcy, wśród nas, znaja nas i rozmawiaja z nami, rozumieją.
to ten nasz mały cud ptaszkowski.
nauczyciel to przyjaciel.

a może ludzie? że nikt na siebie nie warczy, panuje wszędzie uśmiech..

a może to te godzinne przerwy na dworze?


a może to własnie Ty, pomimo upływającego czasu?




kurde nie wiem, ale dobrze jest jak jest.