nie wiem co napisac, co myslec.
mam burdel w głowie.
Tyle sie wydarzyło, tak nagle. Cofając sie tydzien wstecz, WSZYSTKO dosłownie wszystko było inne. Sama nad tym nie nadążam...
W Środe miałam ciężki dzień. Rzuciłam sie bezradna na łożko, i znowu płakłam. Weszłam na komputer, a tam wiadomosc, od niezwykle ważnej dla mnie osoby. "przyjaciółki", która, bez zadnego konkretnego powodu odeszła, Gdy to przeczytałam, skałam z radosci, a teraz wszystko powraca tak.. normalnie.
To właśnie Ty mnie zmotywowałaś, to właśnie dla Ciebie jest to pierwsze miejsce i sie cieszę jak głupia, że mogłam je właśnie z Tobą świętowac..
W piątek coś we mnie pękło, rozczarowanie, złośc.. nie wiem, ale pękło.. czułam jak wszystko we mnie sie rozsypuje... i wiem, że już nigdy nie będę tą samą osobą, jaką byłam chociażby przedwczoraj.
Dzisiaj przełamałam magiczną bariere, a nawet bariery..
Pierwszy raz miałam taki bieg, że wszyscy ukoncyzli to co mieli, i przyszli by mi kibicowac. "Trzymam wciuki, liczę na Ciebie, dasz radę, musisz, obiecałaś" itd. I pobiegłam wśród licznych okrzyków, wrzasków, dopingów. I pierwszy raz poczułam coś takiego niesamowitego, jak wbieg na mete jako pierwsza. Nie pamiętam nic dokładnie wtedy, pare osób do mnie wybiegło, ale kto nie pamiętam, p. Sylwia napewno i p. Mikołaja, Ci to byli ze mnie dumni. Nigdy nie słyszałam, aż tylu miłych słow, aż tyle ważnych. "jest moc" "jestes niesamowita" itd. Fajnie było wreszcie sie do Ciebie Zuz przytulic i cieszyc się, jak dawniej..
Ale pomimo tych dobrych chwil, dostrzegłam coś co nie jest łatwo zauważyc.
że moje uczucie nie jest normalne
że moje uczucie jest chorobą.
to był przełom.
nagle sie otwarłam, i powiedziałam wszystko co czuje, co jest, a przyjaciel zaproponował mi umówienie sie do psychologa. stwierdziłam, że nie, że tak źle byc nie może. dam radę sama.
dzisiaj nie wiem jak sie zachowywałeś na biegu, przed powiedziałeś, że trzymasz wciuki. "podobno" cały czas sie denerwowałeś i krzyczałeś, ale ja nie wierzę. a gdy okazałeś mi swój "uwodzicielski" gest, podniosłam brwi i zapytałam 'wszystko ok?' i mój umysł zacząl sie kłocic, sam se sobą, miałam walkę, jedna strona była zadowolona z tego co zrobiłam, a druga zła na mnie, ale zadowolona, że on to zrobił. myślałam, że zwariuje i stwierdziłam, że tak sie nie da.
597 dni temu, pierwszy raz zwróciłam Twoją uwagę na mnie.
458 dni temu, powiedziałam Ci po raz pierwszy zależy mi na Tobie.
318 dni temu, pierwszy raz byłam z Tobą sama.
dzisiaj znowu dałam osobie znac. czy to dobrze? nie wiem, czuję ulgę. i wiem, że po tym już będę mogła odejsc, ale narazie to Ty mi nie pozwoliłeś...
nie wierze w ten tydzień..
I nic nie zmieniać
Tak jak jest, jest dobrze
dziękuje Wam wszystkim.
i tym co dzisiaj przy mnie byli.
i tym co zawsze są przy mnie.
i dla tych co odeszli, a wrócili..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz