piątek, 21 grudnia 2012

356.

Boże......






w zeszłym roku było wszystko zupełnie inne.
teraz sie czuje jakbym była wyczyszczona z wszelkich uczuc, odczuc. wyprana, wypruta.



moze w 2013 bedzie lepiej ?
jasne.
nie, nie bedzie lepiej, juz wole same siebie nie oszukiwac.

















to było straszne, ale piękne. zapamietam to na długo... na zawsze.
to jest przerazajace. kiedy człowiek, który przeżył, ma takie doswiadczenie. po tylu latach. jest niewinny jak niemowlak, bezbronny, nie od naz to zalezy, nie mozna nic zrobic.
a łzy leca same i jest to jedyny dowod na to, ze jeszcze mam w sobie jakies emocje.
dziękuje i dobranoc.
a teraz wstawie jeszcze zdjecia z soboty z recznej..











tak jak zwykle gadam.


wtedy były ciężkie chwile.





tak, Ada kocham Cie.


tak, pani Sylwio, kochamy panią.




tak, Ratka, kocham Cię.


tak, Pucek, kocham Cię.



mimo wszystko kocham Was powierzchownie. za te chwile, przez całe pół roku. nie jestescie idealne, zawiodłam sie czasami na Was.

środa, 19 grudnia 2012

354.

heh, 19.
dwa miesiace od... no właśnie od? jak to nazwac ? od mojego błędy,od uczesliwania na siłe ludzi? a moze jeszcze inaczej.
rok.
te 365 dni temu przyszliscie we trojke po mnie po raz pierwszy, stałam, nieśmiałam, sama na trzech, zadnego nie znałam, bałam sie odezwac. teraz ? wszystko jest inne..

w poniedziałek miałam dwie lekcje próby i godzine czekania na autobus.
we wtorek chyba teroretycznie nic i eszkoła
a dzisiaj 2 lekcje wf, i pojechała na lodowisko cała klasa, ale Marta, Aga, Ada i Eryczek sobie zostali, a sooo ! ;D
te jasełka tak jakos działaja mi na nerwy. ;p

taak, pora zapomniec.

tak bardzo Cie nienawidze, a im bardziej sie przygladam, to tak bardzo robie podobne rzeczy jak Ty, mam te same odczucia, a miedzy nami ogromna sciana, juz nie do przesuniecia..
po prostu. zyjemy w klatce. odizowalismy sie od siebie.
tchorze z nas.
a rok temu, mowiłes mi te tanie komplementy, przychodziles do mnie tylko i wylaczenie ze wzgledu na Igora, a ja glupia.. mialam nadzieje. uwierzyłam. o tej godzinie? o tej godzinie chyba wracalismy, chyba było mi zimno, chyba mnie przytuliles.

ide, pa.

niedziela, 16 grudnia 2012

351.

eh.. czy ja kiedykolwiek będę zadowolona, nie zrobie zadnej głupiej decyzji.
ostatnio zobaczyłam jak sie zmieniłam, pod wieloma wzgledami, ale szczerze nigdy nie wiedziałam, że będę potrafiła byc taka jak teraz, nie chciałam. a tu buum, i Marta... zupełnie inna.
nie umiem tego nazwac. wycofac, tego nie wycofam i nie bede juz taka jaka byłam.

przepraszam.




-głeboko oddychasz..
-nie..
-ale czemu?
-Ty tez oddychasz głęboko, no własnie, dlaczego ?

może dlatego, ze nas poniosło... ze po tym wszystkim co było, nagle wyladowalismy w dziwnej pozycji na łózku?


popełniłam jednego wieczoru, kolejne błedy.. i pewnie konsenkwencje będę ponosiła, troche bardzo długo, albo moze i niee.
oraz doszłam do paru wniosków wczoraj.
1. postanowienie noworoczne to gówno, i bardzo czesto jedno z nich przeinacza sie na przeciwne.
2. w przyszłym roku, będę robic to co nie będzie zależało od człowieka, bo człowiek to gówno.
3. to drugie to nie jest postanowienie to jest stwierdzenie.

teraz pije herbate, robie biologie, słucham muzyki, i mysle. nad czym ? sama nie wiem..









I'm tired of waking up
And feeling so lonely
Paul McDonald - Counting stars.

piątek, 14 grudnia 2012

349.

Czesc.
Weekend, weekend, nareszcie weekend ? NIE ! nienawidze weekendów.

kiedy to sie skonczy ? ta chujnia, w domu, z mama, z babcia i dzadkiem, w szkole, z Nim i z Igorem ? No kiedy.. ?! moze to wina mojego nastawienia, ale nie... kiedy myśle sobie, że będe superhiper silna, że dam rade, nic mnie zniszczy, jest jeszcze gorzej, jakby los uparł sie mnie zniszczyc... kompletnie.
dzisiaj jak znowu nie było tych osob najwazniejszych w klasie, to wyladowałam przez Eryka obok Niego z Igorem i Andrzejem. ja pierdole, nie potrzebne mi to było naprawde... nienawidze..
chyba wole byc ignorowana, niż stac obok Ciebie, gadajac z wszystkimi Tylko nie z Tobą, nie majac odwagi by na Ciebie spojrzec... nogi sie trzesa, i wiesz, że dla Niego nic nie znaczysz. nic kompletnie.
a ja 24 na dobe o nim mysle. i nie potafie wyrzucic. i nie potrafie zapomniec. jak jeden wielki koszmar. klatka.
pamiętam ten styczen, gdy wiedziałam, byłam pewna jaki on jest. przeraziłam sie. cierpiałam, zaakacteptowałam to, natomiast sie bałam tego jaki on może sie stac, jak bardzo zmienic. tak bardzo. tak bardzo nie chciałam go nigdy takiego znac. szczerze ? myslałam, że teraz zmienił sie na lepszego, że jest inny, że to sie inaczej potoczy, ale wreszcie do mnie doszło, że nie, że on jest jeszcze gorszy niż był, jest taki jakiego sie bałam... jego życie, jego wybory, byle sobie nie zjebał życia, o to prosze..

Żałuje..
żałuje, że nie potrafie walczyc, o to co chce, o spełnianie marzen, że jestem niespełniona. że to tak wszystko sie beznadziejnie toczy,a mi brakuje sił.. 
Tęsknie, tęsknie i wiem, ze im bardziej bede tęsknic, to tym bardziej będę pragnąc i oszaleje, że nie moge tego miec..
Okłamujac sama siebie, to mam nadzieję, że bedzie dobrze, naprawdę tak sadze, taka mam nadzieje, że kiedys skonczy sie ten nieustajacy ból, że zaczne funkcjonowac jak dawniej, że będę zyc, bo co mi po im istnieniu, jak nie mam zadnych sobie emocji ? niczym sie nie przejmuje, ktos moze mi powiedziec najgorsze oszczerstwa, a ja ? a ja to mam w dupie... Mam nadzieję, że kiedys, będę zasypiac i budzic sie szczesliwa, bez płaczu, bez lez, bez wycia.. tak po prostu.
nie moge już patrzec na miłośc, na szczescie


macie, 
idealnie na ta sytuacje
idealne na piątkowy wieczór.

Z każdym dniem nieco inny..
Z każdą chwilą mniej naiwny.
Z każdą nocą od łez mokry,
Z każdym rankiem mniej samotny,

Jakby z serca, które bije,
które sprawia, że się żyje, 
czuje Ciebie, przy śniadaniu,
czuję Ciebie przy pisaniu.

Mimo dni chwilami trudnych,
Mimo chwil czasami żmudnych..
Siedzę sobie sam w domu 
i nie mówiąc nic nikomu,
Gorzko płaczę, bo bez Ciebie,
jakby słońca mniej na niebie.
Jak bez wiatru nad potokiem,
Jak bez deszczu tuż przed zmrokiem,
Twoją rękę na mym czole,
Twoje słowa, gdy się boje,
Twoją walkę, gdy z sił padam,
Czuję umiar, gdy przesadzam.

Z każdym dniem nieco inny..
Z każdą chwilą mniej naiwny.
Piotr Lisiecki - O uczuciach.



czwartek, 13 grudnia 2012

348.

jebie i te male sprawy i te duze. jednym slowem - wszystko.
naprawde jestem beznadzieja.
nie wierze w to jak w pare tygodni moje zycie diametralnie zmieniło. po prostu nie wierze, ale to zostawie dla    siebie. wolałam jak było przed tym..

i On, i pomimo wszystko
ciagle On.
jednak sie nie zmieniłes, w co tak bardzo wierzyłam.. niby taki inny, a ciagle taki sam.
Twój głupkowaty usmiech mowi wszystko za siebie. jeden z tych, których nienawidze...

wtorek, 11 grudnia 2012

346.

Co za beznadziejny dzien.
Roraty same w sobie były spoko, gorzej podczas rozmowy z P. gdy okazuje sie, że 3a i 3b, oraz Ada i Wenesa jada na wycieczke, spoooko ! czyli juz humor spada, oczywiscie autobus nie mogl przyjechac punktualnie, bo po co. po drugie nienawidze go z fajka, nie wiem czemu, ale po prostu no.
czyli Mari chora, Aga na konkursie, Ada i Wenesa na wycieczce, 3a tez, Igor i Andzej poszli w chuj.
no to sama... no dobra była Zu, Erys, Michas, Kochanie...
nie ma jak to przyjechac do szkoły i bu, skapnac sie, ze nie ma sie prasówki, meczyłam sie nad nia prawie godzine, by jej zapomniec.
no i dobrze tez mozna z kims pogadac, a ten Ci odpowie ze masz sie udzielac.
co zaa meega dzien! -,-

padam z nog, chce spac, a tu musze isc do biblioteki, do kiosku do marche. Uzupelnic not. z religi zrobic jakies chore rysunki z techniki, jeszcze jutro spr. z ang, ktory musze sie postarac napisac na 5, no i poczytac Pana Tadeusza, zasne chyba o 20 jak nie wczesniej...



taka tam piosenka i teledysk, na ten trudny czas, dzien...
miej siłe.
Give me love.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

345.

Czas szczescia, i znowu nadzieji, że bedzie dobrze, rozpoczęty ? a co ! niedawno wróciłam z dworu, jak taki bałwanek. Jak pada śnieg to moj humor rosnie, a jak topnieje to spada. Siedze sobie w pokoju, sluchajac światecznych piosenek, z zapalonymi lampkami i jem se pomarancze.
Musze zrobic prasówke wypisac jeszcze 12 funkcji na matme, zeby bylo 27. pozniej poczytac Pana Taduesza, a jakze.
troche mi zimno, no ale trudno.
Ciesze sie. Ciesze sie jak głupia, bo wreszcie od miesiaca uslyszałam moje imie w Twoich ustach, wiec banan na twarzy mam, pelno energi, i szczescia, oraz ukradkowe spojrzenia na siebie...
Pierwszy raz ona sie szła z Nimi na fajke po lekcjach, a nawet nie wracala z nimi chyba.
Matme z p. Pogonowskim ogarnelam troche bardziej niz na lekcjach.
Jutro roraty o 6, a soooo !

Uwielbiam zapach pomaranczy i mandarek. uwielbiam lampki choinkowe, choinki, światełka na ulice, uwielbiam jak sypie i proszy snieg. uwielbiam dym z kominów.uwielbiam piosenki świateczne. uwielbiam roraty o 6 rano. uwielbiam grudzien. uwielbiam Ciebie...