z dnia na dzien coraz gorzej, wszystko bardziej sie komplikuje. niby fajnie sie czuje i ciesze gdy przychodzicie pod moj blok przed północą, gdy sie drzecie "eee pani Ewo, może Mart wyjsc?" teoretycznie niby dobrze sie bawie beda z 20 m ponad Wami, i w sumie to było trochu moje marzenie. ale.. niezle jebiecie mi głowie, szczególnie Ty.
ja pierdole.
gdybym mogla to bym sie zamknela w szklanej wieży, odcieła od tego świata i gówna w którym siedze. a radziłam sobie tak dobrze, a teraz wychodzi, że cos zjebie, jeszcze nie wiem co dokladnie, ale zjebie. nie mam jak tego uniknac, no chyba, że do gry wejdzie szklana wieża.
wszystko co zrobię, będzie złe. teoretycznie patrzac tak samo, a praktycznie?
ten ból przeszywa wszystkie konczyny mojego ciała. coraz bardziej wyniszcza, ale ile jeszcze uda mi sie zniesc? wątpie, żeby cokolwiek.
wiem, że w najblizszym czasie nie będzie dobrze. że będą to najchujowsze miesiace mojego dotychczasowego życia. wiem to i muszę byc silna, muszę sie uodopornic.
Zarżnąć tę miłość słowami
wyplenić u samych korzeni
spalić zakopać popioły
w najgłębszej dziurze w ziemi
I byle by móc już nie być
bez bólu, uczucia, nadziei
i byle by móc już nie być
lub być martwotą skały
Serce zimne
puste słowa
chcę móc uciec
chcę się schować
Zarżnąć tę miłość słowami
nie dać jej szans najmniejszych
plunąć, pogonić rózgami
odtrącić czyjeś serce
I byle by móc już nie być
bez bólu, uczucia, nadziei
i byle by móc już nie być
bo kochać to i krwawić
Serce zimne
puste słowa
chcę móc uciec
chcę się schować.
jakie idealne.