kolejny dzien, ten kolejny dzien tej bezsilności bólu.
słabo mi z tego powodu.
poza szkoła żyje, alee tam, to jest jedna wielka masakra. mam dosc tego stucznego usmiechu, okłamywania siebie i innych. mam dosc pytan typu " marta, gdzie uciekła ta prawdziwa marta ?" nie wiem co sie dzieje, kiedy rycze w szkole. to takie dziwne. nie umiem tego zahamowac, dzieje sie to tak szybko, nic wtedy nie pamietam. dziekuje osobom, które wtedy ze mną są.
ten cholerny ból rozrywa mnie na kawałki. nie wiem czym jest spowodowany, ale jest we mnie, tak niewyobrazalnie siły. zatrzymałam sie z bezsilnościa. nie ide dalej i już nie pójdę. nie chce tego, na to patrzec i cierpiec. tak bardzo chce sie cofnac i na siłe będę próbowała.
26.06
26.10
cztery miesiace. ile bym oddała by wrócic do tamtego dnia, by sie jeszcze tak poczuc jak kiedys...
i dzisiaj, gdy uslyszałam to co tamte rowne cztery miesiace temu. zatrzymałam się, życie sie zatrzymało i moje serce też. w oczach stanął mi tamten dzień, przeleciało tamto uczucie.. powaliło mnie to na kolana. nie mogłam sie pozbierac, do teraz sie nie pozbierałam.
chciałabym, żeby cos mnie teraz nieodwracalnie stąd zabrało.. na przykład śmierc.
i tak sie stanie.. jeżeli tak ma teraz byc.
najgorsze jest to, że nie chce by było tak jak teraz, ale pomimo, ze go kocham, może nie tak prawdziwie, ale jako brata, przyjaciela, to nie potrafie z Nim byc. najbardziej chciałabym sie cofnąc, tak bardzo.. ale to jest kurwa niemożliwe. i to mnie najbardziej niszczy, wspomnienia, których za wszelka cene nie umiem sie pozbyc. i uczucia do ludzi..
no własnie.. i co teraz napisac ?
do ludzi którzy tego nie odwzajemniaja ? nie to chyba nie tak, bo pomimo tego, to wiem, ze cos do mnie czujesz, nie wiem co, ale cos tak. i to tez w tamtym zwiazku mnie rozpierdalało, że Cie raniłam, a jestes ostatnia osobą, której kiedykolwiek chciałam to robic, i tego sie boje też, że nadal ciagle Cie ranie z pewnoscia, ze jest na odwrót. a odezwac po tym sie boje...
niszczą mnie teraz ludzie Ci najbliższi, Ci którym naprawdę ufałam, znałam długo, mówią coś, zapominajac a potem mi po kątach echem mi sie to odbija w najgorszych momentach. wiem, że ja tez z pewnoscia robie podobnie, ale jestem przewrawlizona na punckie słow.
najwieksze wyrzuty mam do tych niewypowiedzianych słów.
'tak mijaja dni bez Ciebie
każdy z nich jest taki sam.'
przez te dwa miesiace, wrzesen, pazdziernik, przyznam sie LABOWAŁAM. nie uczyłam sie, nie bawiłam, nie zajmowałam swoim życiem na powaznie. tak sobie robiłam wszystko bez głębszego przemyslenia. czemu ? nie mam pojecia.
te dwa miesiac, a wszystko sie tak zmieniło. tak bardzo. jak chyba ja przez ostatni rok. już nigdy nie będę taka jaka byłam czy jestem. nie moge.. po prostu nie moge.
obserowałam, zauważayłam, że ludzie są tak zabiegani, nie potrafią dojrzec prawdziwego szczescia. zadowalaja sie w nauce ? serio, znalazłam takich dużo osób, a tyle jest piekna, a szczęscie wystarczy złapac... nie doceniamy tego czego mamy obok siebie, tylko szukamy gdzies daleko.
kolejna rzecz to ludzie, ale juz w innym sensie.wszyscy jestesmy, prosci, kłamliwi, egoisticzni, reszte dodajemy sami, i nie dokonca kazdy o tym decyduje o sobie lecz, to właśnie inne osoby. dałam wiarę w jedną osobą, chciałam pomóc, byłam miła, pomimo, ze ją często nienawidziłam, chciałam zniszczyc, to współczułam i byłam przy niej. dzisiaj usłyszałam to czego sie nie spowiedziałam.
tak samo jak, uwierzyłam, we wszystko to co ludzie mi gadali, co mi sie wydawało, a nie byłam pewna. okazało sie, że prawdobodobnie ona taka nie jest. żyłam w kłamstwie raniąc siebie. zniszczyłam sobie wiele miesiecy, właśnie tym...
a najbardziej z tego wszystkiego żałuje nieprzemyślancyh decyzji... ośmy dzien, dzisiaj bylby tydzien.. Boże, to już tydzien od tamtego dnia.. nie chciałam tego tak zakonczyc, by było tak to odebrane, to wszystko miało byc inne.
teoretycznie zerwalismy teoretycznie dzisiaj leci nam tydzien...
Czarny chleb i czarna kawa...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz