to jest jak powolne umieranie. nie mogę z tym życ. czuję się jakby ktos zabrał mi duszę. jestem o połowe lżejsza, a na moich ramionach jest jeszcze większy ciężąr, któy przygniata mnie do Ziemi.
czasami mówiłam sobie, że czas to zakończyc. nie mogę tak życ przecież cały czas. nie moge, że zalezy to ode mnie. byłam tak pewna siebie, że próbowałam. pisałam, że jest dobrze, jestem szczesliwa. koło trzeciego dnia dochodziło do mnie jak strasznie się okłamuje, i was wszystkich. było mi niedobrze. bardzo bolało. pustka boli. naprawdę. ciągle zasypiam i budzę się z Tobą w moim sercu. nie bywam sama, Twój cien jest przy mnie cały czas. nie potrafię tego zniesc. nigdy nie myślałam, że bedzie to takie cięzkie, a z czasem będzie coraz gorzej.
chciałabym Cię zobaczyc. jakkolwiem miało by mnie to zabic.. i tak chce.
co ja pisze.
zwariowalam.
wcale nie jest mi lepiej
tym razem tego nie usune....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz