niedziela, 15 kwietnia 2012

krwawię cicho zyjąc, żyję cicho krwiawąc./ 105

No wiec wyczekany weekend minał. Beznamiętnie. Był i minął. 
Zaczął się jak zwykle dodatkowy angielski, gdzie znowu czułam sie najgorsza, nastepnie chwila przy komputerze, i z Ania, jak zwykle gadanie o wszystkim i o niczym, ale jednak lubie to. Spotkanie do bierzmowania. Napewno zapamiętam to na dużej, i na wikariat, gdzie to bylo conajmniej dziwne. Sobota od 8 do 16 bez zmian, czuje sie jak robot. Przyznam sie, iż spotkanie z Ewa i Pawłem, był nie normalne, meczace i fajne.
Dzisiaj bieg 4, 30 na 1000m, wydaje mi sie słabo, i corac bardziej nie chce soboty. nienienie.

*

LOL.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz